|
wtorek, 11 stycznia 2011
Z powodu ciągłego braku czasu postanowiłam prowadzić chwilowo tylko jeden blog i... padło na http://bosastopkaart.blogspot.com/. A to dlatego, że postanowiłam spełniać swoje małe marzenia i na "starośc" pospełniać się artystycznie :-))) Jesli tylko czas i córcia pozwolą i do tej stronki z przyjemnością wrócę :-)))))) Wszystkim, którzy mnie tu odwiedzali bardzo, ale to bardzo dziękuję i zapraszam do mojego artystycznego kącika.
Pozdrawiam i za wszystko dziękuję!!!!!!!!!!
sobota, 16 października 2010
do pierwszego rowerka :-) Ależ ten czas ucieka!!!!!!!!!!!!! A dopiero mama po brzuszku się głaskała i z utęskinieniem czekała...
P.S. Bardzo dziekuję za ciepłe słowa :-))) Odkąd rozpisałam się tak strasznie to od razu lepiej się zrobiło! Co prawda pech nas nie opuszcza i właśnie wróciłyśmy dopiero co ze szpitala z Kropką (zapalenie krtani!!!) ale tym razem silniejsze psychicznie, nie poddamy się złym myślom i nastrojom!!! Rodzice wydali dwie stówki na inhalator i dzieciątko w oczach zdrowieje! Od poniedziałku po raz kolejny (!!!) do pracy wracam (tym razem tata na L4 idzie) więc trzymajcie kciuki oby tym razem już na dłużej!!!! Chyba kolejnego zwolnienia moja szefowa nie zrozumie...
wtorek, 05 października 2010
tym razem będzie ponuro, ale gdzieś "wygadać" się muszę. Gdy w sylwestra patrzyłam na zegar wybijający pierwszą godzinę Nowego Roku wiedziałam, że będzie on bardzo dla naszej rodzinki trudny, że zmiany, że ciężko i w ogóle... Ale tego wszystkiego co wydarzyło się do tej pory naprawdę nie przewidziałam! Jakiś okropny pech ściga mnie na każdym kroku i nie pozwala odetchnąć ani trochę :-( Rozpoczęło się chorobą Kropki i potworną informacją od lekarza zaraz po porodzie - wylew II stopnia. Nie dość, że stres z powodu wejścia w całkiem nową rolę życiową to jeszcze to... Gdy wspominam te wszystkie badania, tych lekarzy, godziny spędzone w poradniach (rehabilitacyjna, ortopedyczna, hematologiczna,...) to ciarki mnie przechodzą. Gdy tylko sytuacja z ćwiczeniami Małej się ustabilizowała straciliśmy jedyny nasz środek transportu, tj. naszego fiacika. Spadł na niego śnieg i zmiażdżył dach :-( Więc pozostały nam jedynie wycieczki mpk Wrocław w największym zimnie i do lekarzy i na ćwiczenia. Całe szczęście auto było ubezpieczone i po ok 3 miesiącach dostaliśmy odszkodowanie - starczyło na kolejnego maluszka :-) Naszą "czerwoną strzałę" :-))) W tym samym czasie mój M dostał mieszkanie służbowe. Można powiedzieć - sytuacja pozytywna. No cóż tylko z pozoru! Mieszkanie jest służbowe, czyli nie nasze. Przeprowadzka była okropna, a po kilku latach mieszkania na Nowym Dworze tu w ogóle odnaleźć się nie mogę :-( Za dużo urządzać się nie można, bo wiadomo - kiedyś trzeba będzie oddać... No i właśnie! Po otrzymaniu służbowego mieszkanka, M dowiedział się, że likwidują jego miejsce pracy i ma przenieść się poza Wrocław! Gdzie???? Nie wiadomo! W tym samym czasie, starsza Pani cofając na parkingu rozwala nam kolejne auto :-( Mi kończy się macierzyński i zaczyna się kombinowanie, ciągły stres - a jak mnie wyrzucą??????? M bez pracy od grudnia, ja coraz więcej kombinuję więc czarno to widzę, a Małej z kim zostawić nie ma :-( Po kilku miesiącach życia w ciągłym stresie i niepewności, zmęczeni ciągłym myśleniem typu "co będzie" postanawiamy: Kropka do żłobka, M do Mirosławca. Żłobek oczywiście prywatny! Ciężko jest, ale Małej przynajmniej się podoba :-) Znosi to całkiem nieźle, chyba gorzej z tym czuję się ja. Co do pracy M, to też już pewne. Będzie żył w tygodniu w Mirosławcu, a w weekend? Hmmm, się zobaczy. Daleko okropnie... Ja do wiosny na pewno zostaję we Wrocku, a później... też zobaczymy. Pewnie kolejna przeprowadzka. Nie chcę żyć i wychowywać Marcelinę sama :-( Póki co postanowiłam wrócić do pracy. No właśnie... wróciłam (przyjęli mnie) - na dwa dni, bo na trzeci przy badaniach kontrolnych odkryli u mnie zawał tylnej ściany serca!!!!!!!!!!!!!!! Więc znowu biegam od lekarza do lekarza i jestem na L4. Teraz to już nie wiem czy w ogóle będę miała gdzie po tym zwolnieniu wrócić:-( Mam 30 lat, a moje serce po prostu nie wytrzymało :-((((!! Zawaliłam sprawę! A planów było tyle! Studia, może własny interes... W sobotę miałam być u przyjaciółki na ślubie w Krakowie, a tymczasem cały weekend przeleżałam plackiem faszerując się aspiryną kardio i próbując się wyciszyć. Mam nadzieję, że mi wybaczy! W całym tym zamieszaniu zdarzyło się jeszcze o wiele więcej i niestety większość złych rzeczy. Marcelina dalej ma problem z klatką piersiową i choć mówienie i rozwój fizyczny ruszyły się to ten mankament sam zniknąć nie chce :-( Jedyny plus to taki, że udało nam się sprzedać poprzednie mieszkanie i spłacić kredyt mieszkaniowy, inaczej nie wiem co byśmy teraz zrobili. Raty by nas dobiły! Podsumowując - ten rok jest koszmarny i cieszę się, że już zbliża się ku końcowi. Mam nadzieję, że ta doza pecha wyczerpała się i już nam odpuści! Co będzie dalej? Nie wiem. Ale wiem jedno, muszę przestać martwić się na zapas. Po prostu żyć z dnia na dzień inaczej się wykończę! W końcu zachodniopomorskie jest pięknym województwem, a moje serducho jeszcze da się reanimować :-) Prawda???????????
Za to córcię mam wspaniałą i ona rekompensuje mamie całe zło!!!
czwartek, 12 sierpnia 2010
po długim nie byciu i... nie wiem od czego zaczać :-) Dużo, oj dużo u nas się zmieniło. I na lepsze i na gorsze, no ale po kolei może. Zacznę od powodu mojej nieobecności. Więc mój M w końcu mieszkanko otrzymał. W związku z tym wielka przeprowadzka na drugi koniec miasta się odbyła i już prawie od miesiąca mieszkamy na Karłowicach. Zmiana w moim mniemaniu na lepsze wyszła. Cisza, spokój, większy metraż i oddzielna kuchnia, która teraz gdy Kropka wszędzie już zagląda jest wielkim wybawieniem :-) Przez dlugi czas niestety od netu odłączona byłam i stąd ta przerwa. Ale powoli wszystko wraca do normy, a ja do pisania bloga :-) U Marcelki wszystko w jak najlepszym porządku :-))) Rośnie i rozwija się tak szybko, że czasami już tęsknię za moim maluszkiem, którego przywiozłam ze szpitala. Teraz to już prawdziwa kobietka :-) Tatę potrafi okręcić dookoła małego paluszka w kilka sekund :-) Wystarczy, że się uśmiechnie! Przez długi czas zostawała w tyle jesli chodzi o rozwój fizyczny, a nie gaworzyła ani trochę przez 9 miesięcy. Ale w ciągu ostatnich dwóch tygodni wszystko ruszyło z miejsca! Malutka sama już porządnie i stabilnie siedzi, raczkuje jak szalona, a nagadać nie może się wcale. Buzia jej się nie zamyka. Nawet "tata" już wychodzi:-) Niestety z ćwiczeniami jeszcze skończyć nie mogę :-( Do ukończenia przez nią roczku męczyć się będziemy na pewno, a co dalej to się okarze. Może chociaż zmniejszy się ich ilość, bo 4 razy dziennie to koszmar!! Jedyne pocieszenie to fakt, że działają. Moim nawiększym zmartwieniem jest teraz brak możliwości bycia z nią nadal w domu. Wykorzystałam już wszystkie należne mi urlopy i zwolnienia, a na wychowawczy nas nie stać niestety i tu jest wielki problem. W żłobku (do państwowego się nie dostalismy!) ćwiczyć jej nie będą. A prywatny kosztuje prawie 1000 zł i też jest ze znalezieniem miejsca problem. Ponoć do ZUSu udać się można po świadczenie rehabilitacyjne, ale jak znam nasze urzędy to pewnie się nie zakfalifikujemy:-( No nic, nie marudzę bo to i tak nie pomoże. Coś wymyśleć trzeba i już! Dziś idę po radę do mojego lekarza rodzinnego, może coś podpowie... No, na razie kończyć muszę bo Kropeczka szaleje :-) Na balkon wychodzić się nauczyła i uwielbia tam przesiadywać ;-) a mama pilnować musi. Zdjęcia wieczorem postaram się jakieś wrzucić to sami zobaczycie jak mała się zmieniła. Na razie znowu znikam...
wtorek, 01 czerwca 2010
sobota, 29 maja 2010
Co ci rodzice znowu wykombinowali? Dlaczego pakują gdzieś tyle moich rzeczy? Co tu się będzie działo? Nic nie mówią, tylko się uśmiechają No nic, obserwuję dalej... już wiem! Jedziemy na wycieczkę do lasu :-) Co to jest las? Hmm, jeszcze nie wiem, ale mama obiecuje, że mi się spodoba. Pożyjemy, zobaczymy i ocenimy. Na razie jedno jest pewne - ja prowadzę! Tylko, który to był klucz? Ufff, znalazłam. Mama wsiadasz? Cały dzień czekać nie będę! Nie to nie. Spróbuję czy kluczyki są jadalne :-) Jednak prowadził tata, uparł się i koniec. Tym razem mu pozwoliłam, dzięki temu lepiej mogłam ogladać piękne widoki po drodze :-) No i dojechaliśmy. Ja w lesie. Pierwszy raz! Ależ tu wszystko ciekawe, a oni wsadzili mnie do fotelika. Przecież stąd nic nie widać! No dobra rodzice, jak się zdecydujecie w końcu na ten spacer iść i co ze sobą zabrać to dajcie znać. Ja czekam! Las jest super! Mama pozwoliła mi dotykać wszystkiego :-) Trawy, drzew, sosnowych igiełek :-) Niestety, do buzi nic brać nie mogłam - zawsze zauważyła! Ale chyba najbardziej fascynowały mnie wszystkie nowe dźwięki dookoła! Tato mówił, że to ptaszki śpiewają. Fajna wycieczka była. Sami zobaczcie jakie widoki :-) Tylko, że po wyprawie do lasu strasznie zgłodniałam!
wtorek, 25 maja 2010
nastrój mnie ogarnął :-( Wszystkich, którzy moje dzisiejsze żale przeczytają od razu z góry za pesymizm przepraszam! Ale dobrych stron swojej sytuacji dzisiaj jakoś zauważyć nie potrafię :-( Skąd ten wisielczy nastrój? Ano, przyczyn jest kilka i prawie wszystkie wiążą się z moim skarbem największym - Kropeczką. U malutkiej coraz więcej nieciekawych rzeczy wychodzi i sama już powoli nie wiem co o wszystkim myśleć, gdzie iść i co robić :-( Ale, może po kolei. Jakiś czas temu, moje słoneczko dostało antybiotyk na zapalenie ucha. No i super, zapalenie ucha przeszło, tylko... rozregulował się żołądeczek! Malutka coraz wiecej wymiotowała, płakała i widać było po niej, że okropnie się męczy - szczególnie leżąc na brzuszku. Wydałam kupę kasy na gastrologa (na nfz chyba bym musiała z rok czekać!) i dostałam lek o nazwie polprazol. I co? Przeszło! Jakież szczęście było nasze gdy Kropeczka znowu zaczęła szaleć na podłodze i uśmiechać się do wszystkich i wszystkiego :-) Niestety, jak to zwykle bywa długo nasze szczęście nie trwało. Od około 2 tygodni malutka ma ciągle okropną wysypkę na pleckach, brzuszku, rączkach i szyjce. Nic na nią nie pomaga, a każdy pokarm podawany, Kropce szkodzi (wysypka się nasila). Od dzisiaj odstawiłam jej wszystkie leki i jedzonko inne niż mleko, które od początku pije i czekam na efekty. Czeka mnie jeszcze wielkie pranie wszystkiego i podwójne czy nawet potrójne płukanie :-( Jak tylko wysypka zniknie zacznę wszystko wprowadzać od początku - istny koszmar!!! A najgorsze, że po jednym dniu bez polprazolu malutka męczy się z refluksem jak wcześniej :-( :-(:-( Jakby sensacji żołądkowych było mało, to po wizycie u pani doktor rehabilitant w ogóle się załamałam. Okazało się, że Kropka co prawda idzie do przodu ale... zdecydowanie za wolno! W chwili obecnej ma 7 miesięcy, a jej umiejętności wskazują na wiek niecałych 5, a rączki i brzuszek są okropnie słabe. Tylko nóżki wyprzedzają te 7 miesięcy, a szczególnie jedna :-) W związku z tym oraz faktem, że moja uparta córcia w dalszym ciągu nie gaworzy, dostaliśmy skierowanie na kolejne rehabilitacyjne zajęcia. Oprócz ćwiczeń vojty, których z całego serca nienawidzę! dochodzi teraz masaż metodą castillo moralesa oraz rehabilitacja czaszkowo-krzyżowa. Aż boję się myśleć jak to w rzeczywistości będzie wyglądało! Od jutra zaczynamy ćwiczenia z logopedą (trzymajcie kciuki!). Ten brak gaworzenia może nie jest tak straszny w tym wieku, ale u nas jest ten problem że malutka w ogóle nie intonuje dźwięków. Jest ciągle jeden i ten sam ton, a to już dobrze nie wróży :-( Oczywiście za wszystko trzeba płacić. Do logopedy na nfz kolejki straszne, a metoda krzyżowo-czaszkowa w ogóle nie jest refundowana :-( Jak nasz budżet to wytrzyma? Nie mam pojęcia... Kolejnym powodem do zmarwień jest fakt, że moja malutka dziewczyneczka przy intensywniejszych ćwiczeniach sinieje... no i tu kłania się kardiolog, do którego zapisać się w ogóle nie mogę :-( Jeszcze jutro będę próbować, bo dostałam dwa nowe numery telefonów i zobaczymy co tam wyjdzie... Do wszystkiego dochodzą kłopoty z miejscem w żłobku. Chętnych w tym roku jest tylu, że chyba tylko pomarzyć można o zakwalifikowaniu się :-( A urlop tylko do 2 czerwca. Planuje wykorzystać możliwość wzięcia 60 dni zwolnienia na dziecko, ale co potem? Po rozmowie z lekarzem wiem, że przynajmniej do 12 miesiąca Kropka będzie musiała być ćwiczona 4 x dziennie (i to tylko vojta!!!), a kto to zrobi jak nie mama? Oj, będzie źle, bo jedna wypłata to zdecydowanie za mało przy tych wszystkich lekach i lekarzach. No i to wszystko co opisałam powyżej oraz fakt, że czekają nas duże zmiany mieszkaniowe (i nikt nie chce zrozumieć naszej sytuacji!) doprowadza mnie dziś do łez. W sumie to nawet teraz kilka ich poleciało :-( To jeden z tych dni, kiedy człowiek nie wierzy już w nic dobrego. Pewnie jutro spojrzę na wszystko z innej perspektywy, wezmę się w garść i pełna nadziei udam się na 14:45 do logopedy, a później wybiorę farby do naszego nowego m, ale dziś... jest mi po prostu źle.
poniedziałek, 17 maja 2010
Włoski lecą mi do oczu strasznie! Więc mama wymyśliła mi fryzurę nową. Hmmm, tylko sama nie wiem co o niej mysleć... W sumie to bawić się nóżkami nie przeszkadza...
a i leżenie na brzuszku tez wychodzi...
więc... fryzura zaakceptowana! Niech mama się pocieszy ;-)
środa, 12 maja 2010
w głowie swojej już jakiś czas temu ułożyłam i za realizację jego właśnie się wziełam. A co planuję? A no, nic więcej jak tylko - schudnąć :-) Niby nic wielkiego (tak mówi mój M), trochę mniej jeść, więcej się ruszać i po krzyku. Ale... dla mnie to koszmar! Jeść kocham, za słodkim po prostu przepadam, a do moich ulubionych sportów to zalicza się spanie, leżenie z książka na kanapie no i ewentualnie krótkie spacerki po składniki na coś słodkiego do sklepu pod domem :-( I co tu zrobić?????? No cóż, może gdyby luster na świecie nie było to i nic, ale że nawet ja mam ich w domu kilka to super solidny plan w życie wdrożyć trzeba. Na czym on polega? Więc: 1. Dieta 1000 kalorii. 2. Codziennie ćwiczenia modelujące sylwetkę (z tym jest najgorzej :-(). 3. Zero kawy, mocnej herbaty i słodyczy! 4. Codzienne peelingi kawowe i balsamy antycellulitowe. 5. Zakaz jedzenia po 20. I tak żyję już od dwóch tygodni. Efekt? Do usmiechniętych, super szczupłych pań z kolorowych magazynów jeszcze wiele mi brakuje, ale brzuch trochę jakby spadł. Pierwszy raz od porodu weszłam w stare jeansy, co prawda rozmiar 42, ale to już coś! Niestety, w chwili obecnej przechodzę kryzys. Wszystkiego mam dość! Na warzywa już ledwo patrzeć mogę:-( Marzy mi się pizza, taka z podwójnym serem! Ale twardym być trzeba i tu, teraz obiecuję, że dam radę! Daję sobie 2 miesiące i rozmiar 38 właśnie moim rozmiarem będzie :-) Inaczej być nie może :-) Trzymajcie kciuki!!!
niedziela, 09 maja 2010
Czas leci nieubłaganie! Jak na złość ja mam go coraz mniej, a już pojęcie "czas dla siebie" to ostatnio dla mnie abstrakcja. Czasami zastanawiam się co ja robiłam przed narodzinami Kropeczki! Malutka domaga się coraz więcej uwagi. Nie pozwala mamie już na nic. Od przeszło dwóch tygodni przechodzi ciężki okres. Nie ma dla niej znaczenia czy jest wyspana, najedzona, szczęśliwa czy też nie, po prostu ciągle marudzi! Nie, nie płacze, tylko marudzi. Potrafi tak cały dzień. Wstaje rano i już po kilku minutach zaczyna się koncert :-) Nawet gdy leży na macie, bawiąc się cudnie swoimi zwierzątkami :-) Wyglada to prześmiesznie gdy zajęta obracaniem żyrafki i wypachaniem jej coraz głębiej do buzi nie zaprzestaje swojego zawodzenia. Cisza jest dopiero wtedy gdy ktoś się nią ciągle zajmuje :-) Wiem, że istnieje coś takiego jak skok rozwojowy, czyli okres w którym dzieci stają się bardzo niespokojne, ale ciężko to odczuć na własnej skórze... Po całym dniu po prostu padam na twarz! Oprócz opanowania do perfekcji sztuki marudzenia, Kropeczka nauczyła się już wielu nowych rzeczy :-) Z kwilącego maleństwa przeistoczyła się w żywą (czasami aż za bardzo!), ciekawską dziewuchę:-) Nic dziwnego, w końcu skończyła już pół roczku :-) W chwili obecnej nie mogę już zostawić jej samej na kanapie. Doskonale przekręca się z plecków na brzuszek i okręca dookoła. Do raczkowania jeszcze jej daleko, ale za to świetnie przemieszcza się ciągnąc całe ciałko na rączkach, pomagając sobie trochę główką i pupą. Wygląda jak taka mała gąsieniczka :-) Od małego całe dnie spędza na podłodze, na wszelkiego rodzaju matach i kocach więc już teraz zostawiona w jedym kącie pokoju po kilku minutach znajduje się w drugim :-) Nauczyła się sama pić z kubka niekapka i choć więcej soczku za każdym razem znajdzie się na niej i leżaczku to ona jest przeszczęśliwa :-) Pojęła też trudną sztukę przekładania sobie przedmiotów z rączki do rączki i obracania ich. Dzięki czemu, od kilku dni sama wkłada sobie smoczek do buzi gdy tylko przyjdzie jej na to ochota. Nawet jeżeli znajduje się kawałek od niej. Pełznie do niego uparcie i... hop do buzi :-)Wszystko co znajduje się w zasięgu jej małych rączek jest jej :-) Ciekawska jest przeokropnie! Interesuje ją dosłownie wszystko!! A ulu bioną zabawą ostatnio zostało - wkładanie sobie stópek do buzi :-) Wszystkie nowe umiejetności jej mama mogłaby wymieniać w nieskończoność :-) Dumna jest z córy niesamowicie! Tylko jedno ją martwi. Kropeczka w ogóle nie gaworzy :-( Piszczy, bulgocze ale nie gaworzy... Objaw niezbyt dobry, ale mama pociesza się chociaż tym, że wcześniej gaworzenia trochę było więc może to tylko przejściowe... Zobaczymy. Na spacerku z rodzicami. Chwila relaksu w urokliwym miejscu przy "Maciejówce". Ależ fontanny są ciekawe :-)
|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
BIŻUTERYJNIE i nie tylko :-)
CIEKAWOSTKI ARTYSTYCZNE
DLA MALUCHA
INNE MOJE
KULINARIA - czyli będę lepszą żoną ;-)
O KSIĄŻKACH
PAMIĘTNIKI GODNE POLECENIA
RÓŻNE, DLA MNIE WAŻNE
|